sobota, 20 maja 2017

Warto wcześnie wstać

Żeby zobaczyć słońce, gramolące się zza drzew ... ,



żeby zobaczyć księżyc, łypiący coraz bladziej ...


Żeby zobaczyć, co u koni, zwłaszcza, że wczoraj przybyły na przechowanie, konik polski i szetland  (dziewczyna, czyli chyba szetlandka ? ). Trzeba sprawdzić jak sobie radzą i czy nie wygnały Dużych do lasu, żeby zaanektować wiaty i pastwiska na wyłączność.







Kucyk wczoraj był śnieżnobiały...


Wreszcie, wstaje się, żeby trochę się spokojnie powłóczyć i popatrzyć na śpiący dom.










Kończę już i ruszam do pracy, jest prawie 7 a jak wiadomo rolnik śpi a w polu mu rośnie : )
P.S.
Wracam tu, na stary adres, żeby było łatwiej mnie znaleźć, poza tym to kontynuacja, nawet jeśli wydaje się inaczej : ).
Wkrótce napiszę więcej o domu.
Do zobaczenia!

sobota, 31 października 2015

Okiem znajomych

Gdy za oknem krakowskim króluje mgła, przeglądam zdjęcia od znajomych, którzy byli już w naszym domu, chodzili znanymi nam ulicami   ... i za zgodą autora, Adama Kuczyńskiego przedstawiam okolicę domu, drogę do sklepu i na pierwsza kawę o poranku ( i ostatnią, bo potem, to już raczej wino : )).













A teraz kilka wakacyjnych wspomnień dzięki Zosi Nowak.
Na początek nocny przyjazd:

i dzienne uciechy


 widok plaży




Tak spędza wakacje bananowa młodzież : )

poniedziałek, 27 lipca 2015

...... i po

Wiem, że długo nie pisałam, hm... Ale oto jestem, by pokazać Wam, że nie leżałam do góry brzuchem, albo miedzy jednym leżeniem, a drugim cos się jednak działo.
Jeśli ktoś nie pamięta, jak wyglądał dom wcześniej, to zapraszam najpierw na przechadzkę sprzed dwóch lat:  http://widokzdachu.blogspot.com.es/2013/09/dom-rozdzia-1.html

Powrót do  teraźniejszości : )

 I zapraszam do środka.

Nie ma idealnego porządku, nie ma w ogóle porządku, ale inaczej te zdjęcia w ogóle by nie powstały.
Ich autorem jest Zosia. mała Zosia, która trochę urosła : ) Widok po wejściu do domu z ulicy.
Poniżej w druga stronę, widać , jak żar z zewnątrz próbuje wtargnąć do środka. Niestety z pozytywnym skutkiem.


Po drodze siedzi mama i coś pisze, ciekawe co?
Ale już prawie jesteśmy w ogródku ...

ale nie, jeszcze łazienka!
Oto ogródek, mały bo mały, ale ziółka różne są, a nawet gigantyczne pomidory Zosi. Które są tak duże, że wyszły z grządki i zbliżają się do domu.



Idziemy na górę.
a tu, schody wewnętrzne, również na górę.
Poniżej już prawie jesteśmy na tarasie.
Odwracamy się i spojrzenie na ogródek ...
 Przemierzamy parzący w stopy taras i wskakujemy do pokoju na górze przez drzwi dla krasnali odwracamy się a tam ... basenik dla krasnali, ale zawsze. w końcu nie daleko jest Basenik Śródziemnomorski.

i góra, naszych niepościelonych łóżeczek nie odważyłam się pokazać, Zosia je oczywiście udokumentowała solidnie.
ja wolę widok na uliczkę z drugiej strony.

Nie, teraz nie mieszkam w Hiszpanii, jesteśmy na długich wakacjach. Ostatni rok szkolny dzieci spędziły w Krakowie, cały poprzedni w Hiszpanii. Niczego nie straciły, dużo zyskały.
A ja tęskniłam za bardzo do zimnego, mglistego miasta z wielkimi zielonymi drzewami.
Tęskniłam, to mało powiedziane, byłam chora z tęsknoty. Wyzdrowiałam i zdarza mi się, że w ponury, szary, chlustający deszczem w okno, krakowski wieczór, tęsknię za błękitem, morzem i jedzeniem, które w nim pływa. Może napisze o tym więcej kiedyś. Na dzisiaj tyle.
Dziękuje, że o mnie nie zapomnieliście, czasem dostawałam jakiś miły list, komentarz...DZIĘKUJĘ.